Rozpoczęłam od Mme Plantier i pod sekator poszły już Ecimo, Lupo, Irma , cały czeski zakątek itd i dalej w trakcie pielenia będę cięła wszystkie przekwitnięte historyczne i przekwitnięte współczesne. Po pierwszym kwitnieniu zawsze stosuję cięcie mocne, ale przy historycznych takie mocne, aby zostawić większą część starego drewna na którym wytworzą się nowe pędy kwitnące w następnym sezonie. Tnę kwitnące długie pędy i jeszcze skracam o parę oczek pozostawione krótkopędy na których były kwiaty.
Przy współczesnych, powtarzających każde kolejne cięcie może być mocne, krzaczek będzie niższy ale zdrowszy. Jedynie trzeba pamiętać, że można ciąć do połowy- do końca sierpnia, aby zostawić realny czas do zakwitnięcia, po tym ostatnim cięciu już więcej nie tykam żywego, mogę pozwolić sobie jedynie na wycinanie suchelców
A tak wygląda moja potężna Mme Plantier po cięciu, w jej przypadku takie cięcie robię co roku- czyli wycinam wszystkie przekwitnięte pędy długości 1 metra,docinam pozostawione krótkopędy ( jak wyżej), wycinam też suchelce od spodu.
Dałabym sobie głowę uciąć, że przed zimą wycięłam wszystkie suchaki od spodu, ale jednak jak weszłam pod ten zwisający parasol okazało się, że jednak jeszcze jest sporo cięcia...
Widok spod Mme Plantier jest smutnawy i pokazuje dużo rdzawo-rudej suchości wszystkiego co rośnie w głębi pod tym olbrzymem. Tam na dole pod Mme Plantier w pełni kwitnienia jest naprawdę czarno, zawsze staram się jak najszybciej zrobić porządek z przekwitłymi pędami, aby tym wszystkim biedakom dać trochę światła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
A według mnie...