Irysy już dawno przebrzmiały, zostały tylko zdjęcia, wspomnienia i kłącza...
Cóż zostało czekanie na następny sezon. A ten był nawet udany-zakwitło większość nowych odmian, nie chorowały nawet za wiele, mimo zmiennej pogody- raz deszcze, raz upały.
Nawet nie musiałam za wiele ich podpierać.
Szczególnie w tym roku zachwyciło mnie wiele, ale z nich najbardziej Mandarin Morning, Copatonic, Parisian Dawn ,Magic Happens, Vision, Wild Angel, Devils Own, właściwie trudno wymieniać, bo naprawdę o którym nie pomyślę to piękny i w sumie niezawodny. Chyba łatwiej powiedzieć mi który się nie sprawdza u mnie, a jest nim najbardziej zawodny i naprawdę dziwny Tuscan Summer hodowli Keitha Keppela z 2010 roku, ale niezwykłe piękny, więc mimo jego kaprysów będę próbowała utrzymać go przy życiu.
W tym sezonie oczywiście nie kwitł, przezimował w postaci kłącza, po
kwitnieniu w ogóle nie starał się zbudować choć jednego wachlarzyka.
A tak drań wygląda, czyż nie piękny?
Żeby
było jasne- nie lubię plicat, ale mam nawet sporo jak na osobę która
nie lubi tego wzoru :) ale Tuscan Summer jest naprawdę wyjątkowa,
zresztą oceńcie sami.
Ciekawa jestem jakie doświadczenia z tą odmianą mają inni...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
A według mnie...