W nocy z 13 na 14 października zaatakował drugi przymrozek, ale dalie wciąż żyją, choć są już mocno liźnięte mroźnym jęzorem i widać dokładnie, że ich dni są policzone ale jeszcze wciąż widać kolory...
Ostatnie chwile, aby się cieszyć.
Tak się wydawało w tamtym dniu,gdy pisałam te słowa, tymczasem jeszcze 25 października, dalie wciąż mają kwiaty, ale oczywiście już nie czarują tak jak w pełni lata w gorące letnie dni.
Czuję, że będę musiała sama zabawić się w niedobrego ogrodnika -pościnać i wykopać je, aby spokojnie doczekały wiosny w piwnicy.
A tymczasem już niedługo będę zamawiała nowe dalie na następny sezon, bo wciąż bym chciała nowych a gwoli sprawiedliwości nigdy nie wiadomo co przeżyje a co nie..
05 listopada, dalie wciąż kwitną, ale to już naprawdę ich ostatnie chwile w tym sezonie, patrząc z perspektywy czasu jeszcze prawie miesiąc cieszyły , ale dziś to już naprawdę koniec, dziś rozpoczynam wykopki.
07 listopada wszystkie dalie wykopane, jak zawsze te które nie zakwitły z różnych względów, wytworzyły piękne karpy z nadzieją na udane podziały, ale tak naprawdę wiosną będzie widać co można podzielić a co nie i jak w ogóle przezimowały.
W tych pierwszych listopadowych dniach rzeczywiście kwitły i miały jeszcze mnóstwo paków, ale cały ich rozwój stał jakby w miejscu, mocno rozwinięte kwiaty którym udało się dojść do tej fazy, zmieniały swoje zwykłe kolory na zupełnie inne, tak jakby dalie chciały potwierdzić gatunkową nazwę Dahlia pinnata- dalia zmienna, jednego z gatunku dalii występującego w naturze a będącego rodzicem dla dzisiejszych form ogrodowych.
Zaś niektóre tylko dostawały intensywniejszych tonów swojej podstawowej barwy.
Ale liście jeszcze wyraźniej niż kwiaty pokazywały, że to nie ich ulubione temperatury, mimo, że nie zmroził ich przymrozek- liście stopniowo pokrywały się brzydkimi plamami, bardzo podobnymi to plam zarazy ziemniaczanej. Czas najwyższy było je wykopać....
W następnym poście przedstawię ostatnie daliowe portrety...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
A według mnie...