sobota, 17 grudnia 2016

Cud na Hudson

Historia złożona z paru wątków  jak to u mnie a zaczynająca się całkiem zwyczajnie, idziemy do kina na film pt Sully, nawet specjalnie mi się nie chciało  iść, bo nie jestem miłośniczką filmów katastroficznych,zelektryzowała mnie dopiero  informacja w opisie filmu, że cały świat pilota okrzyknął bohaterem, który dokonał cudu, ale w trakcie śledztwa, wyszły inf mogące zniszczyć jego życie osobiste i karierę, to już coś, coś co mnie interesuje, czyny, motywy, postępowanie ludzkie i konsekwencje.. Cały ciekawy łańcuszek powiązań..
No to idę ...
Ale  w międzyczasie wydarzyło się coś co spowodowało, że w ogóle powstał ten post a mianowicie to , że okazało się, że film ma związek z różą ...No i tu  historia zaczyna  układać się  w całość- Miracle on the Hudson, film opowiada dokładnie tą historię, zaś róża nosi imię upamiętniające to zdarzenie, dla mnie dotychczas -mimo wiedzy, bo przecież wiedziałam- istniało tylko jedno jej imię Zeelandia. Piękna, mocna róża przypominająca historię graniczącą z cudem, nie będę pisać wiele, żeby za wiele nie zdradzić tym, którzy zechcą się wybrać na film. Powiem niewiele, tyle  co muszę- reżyser Clint  Eastwood, główny bohater  kapitan samolotu Sullenberger w skrócie Sully, którego gra Tom Hanks. W czasie kiedy świat uznał jego wyczyn za bohaterstwo graniczące z cudem, władze lotnicze  wraz z ubezpieczycielami prowadzili wewnętrzne śledztwo, próbujące udowodnić jego winę, gdyż ktoś musiał ponieść koszty zniszczenia samolotu. W najgorszym wariancie 40 lat lotniczej kariery mogło iść w diabli z utratą dobrego imienia i majątku włącznie, ale to właśnie doświadczenie 40 lat pracy za sterami samolotu go uratowało...ale już ciii, nic więcej nie napiszę.
Jako, że blog różano -ogrodniczy, wypada parę słów o róży skrobnąć zwłaszcza, że warta tego ze względów zwyczajnie różanych- Zeelandia nosząca jeszcze 3 imiona - Miracle on the Hudson, Bartholomew, Green Patriarch, wyszła spod ręki Amerykanina Roberta Neil Rippetoe w roku 2009.
Silna, zdrowa, z kolorem kwiatów jak i budową po ojcu Home Run. Liście ciemno zielone matowe, podbite bordowym,  stare pędy ciemnawe,  bardziej kolczaste, młode zdecydowanie mniej. Kolor piękny bo równy ciemno czerwony, choć nie tą czarną czerwienią, zaś na zdjęciach, niestety dla mnie wychodzi nieciekawie. Kolejna zaleta ciągłe kwitnienie w wiechach. Wspomnę o zimowaniu- u mnie zawsze pod kopcem a że 2 czy 3 zimy ma już za sobą,  śmiało mogę powiedzieć-nigdy nie rozpoczyna sezonu od zera, czyli krótko mówiąc ładnie zimuje.




Amerikanische sehr schone Sorte, welche hat Robert Neil Rippetoe im 2009 Jahr  gezuchtet.
Diese Sorte ist sehr winterhart bei uns, sie bluht ganze Season und dazu ist sehr gesund.


2 komentarze:

  1. Małgosiu! Dziękuję Ci za ta historię. zawsze chętnie czytam takie opowieści. Często szukam historii związanych z nazwą róż. Nie zawsze znajduję ;-) Róża jest podobna do róży Lili Marleen.

    OdpowiedzUsuń
  2. Gosiu.. właśnie zamówiłam🍀😊♥️.
    Mój młody różany gust zdecydowanie idzie w stronę pustych, wabiących owady kwiatostanów. I ta czerwień..skąd mi się wzięla😁.
    Cieszę się, że znalazłam Ciebie opisującą róże, które tak kradną moje serce

    OdpowiedzUsuń

A według mnie...