Przygotowanie ogrodu do zimy idzie w tym roku wyjątkowo opornie, nie ułatwiają zadania codzienne silne i białe przymrozki,widoczne nawet jeszcze o godz 12 w południe.
Po dwóch godzinach pracy mam całkiem zgrabiałe dłonie a rękawice mokre... Jest zimno a do tego wcale jakoś wyjątkowo mi się nie chce...Motywacji do pracy dodaje mi ponura wizja zmarzniętych różanych girland...
W tym roku doły wszystkich wrażliwców muszę opatulić liśćmi, zaś góry wszystkich ramblerów i innych pnących, będę próbować okryć stroiszem, którego już trochę mam naszykowanego.
Czego nie zdążyłam posadzić do gruntu też już ogaciłam liśćmi i zostawiłam w ten sposób zabezpieczone w foliowcu.
Jeszcze tylko suniom słomy musimy dać do bud, bo nasze suńki dzionek spędzają na wybiegu, gdzie mają jedną dużą podwójną budę, po godzinie 17 wypuszczamy je i po odpowiednim spacerku dziewczynki wkraczają na salony :) Kochani jeśli wasze pieski też spędzają cały dzień albo tylko jakąś część dnia na dworze, pamiętajcie o słomie i ciepłym jedzeniu. Zima zbliża się wielkimi krokami, niejeden pies zamarzł przy własnej budzie, zwłaszcza pieski na łańcuchach. Ładny- bo zadbany i syty zwierzak świadczy dobrze o jego właścicielu, zaś zły to właściciel, który nie dba o swoje zwierzaki. I wcale to nie ładne, bo rasowe, ładne bo zadbane... To temat zupełnie nie związany z różami, ale na pewno z ogrodem, a nasze suczki są członkami rodziny i bardzo jest mi bliski temat losu zwierząt, które są zależne całkowicie od człowieka i tylko tu na blogu, który czytają różne osoby mogę spróbować coś dla naszych braci mniejszych zrobić.
Ptaki też już wykańczają 25 kg worek słonecznika, starczył na prawie 2 miesiące. Stołują się u nas przy karmnikach 3 rodzaje sikorek- modraszki, bogatki i ubogie, przylatują synogarlice które wyłapują nasionka które porozrzucają wróble i mazurki, które są niemal domownikami, ale tak jak pisałam we wcześniejszym poście- do domu zbliżają się pod koniec pażdziernika, przypominając o sobie i dopominając się już nasion. Z reguły opóźniam dokarmianie, dopóki w ogrodzie są warunki na samodzielnie żerowanie, wychodzę z założenia -niech pracują na moją korzyść- wynajdując owady w różnych stadiach rozwojowych. A dokarmianie rozpoczynam od jednej drewnianej łychy do każdego karmnika i powoli, w miarę pogarszania się warunków w ogrodzie zwiększam dzienną porcję. I tutaj bardzo ważna uwaga, kiedy już zaczynamy dokarmiać ptaki jesienią -nie ma zmiłuj- trzeba w tym dotrwać do wiosny. Ptaki przyzwyczajają się i pamiętają, często lecąc z daleka jak np grubodzioby, które przez parę lat pojawiały się nieregularnie przy karmniku, zwłaszcza w śnieżne dni. Taka maleńka sikorka, musi dziennie zjeść tyle ile sama waży a jeśli nie znajdzie papu w karmniku, traci cenną energię na próżny przelot. Kolejna ważna rzecz- czym karmimy? najbezpieczniej nasionami- siemię lniane,kukurydza, słonecznik i inna nasienna drobnica a dla sikorek, sójek, srok czy dzięciołów świeża słonina a sikorki są amatorkami słonecznika i słoninki
Kosy objadają na razie owoce głogów i jabłonek rajskich, zaś czyżyki, które przylatują całymi chmarami o tej porze i okupują tuje ustrojone w szyszeczki z nasionkami, które zapewniają niezwykłą obfitość pokarmu. W tym roku na początku listopada widziałam znów mysikróliki 2 sztuczki, być może parka, uwijały się w dolnych partiach świerka, ale tak czujne, jak tylko zobaczyły, że przystanęłam się przyglądać, zaczęły czym prędzej kierować się ku górnym gałęziom korony.
Wspomnę jeszcze tylko o rudziku, który zawsze pojawia się gdy zaczynam gmerać w ziemi i taki odważny, że niemal na wyciągnięcie ręki mi towarzyszy, gotów błyskawicznie podskoczyć i złapać jakiegoś robaczka, któremu nie uda się umknąć jego bystrym slepkom.
I to jest odpowiedź dlaczego to wciąż robię, mimo zniechęcenia, zimna i ogólnie czasami braku wiary która działa przygnębiająco no bo dla kogo? Niestety nie łudzę się i mam świadomość, że jak nie wychowam nastepcy to cały ten mój prywatny raj przepadnie, chyba, że jakieś spóźnione wnuki odkryją go i odrodzą na nowo jak Zaczarowany Ogród
Nie podziewałam się, że tak optymistycznie zaczynający się post znajdzie takie smutne zakończenie...ale niech tak zostanie...
U nas nie ma teraz czyżyków. Zawsze pojawiają się w drugiej połowie stycznia i są już do końca zimy. Gratuluje mysikrólików. I ja widywałam je u sąsiadów na sosnach.
OdpowiedzUsuńI ja czasami zastanawiam się, czy mój ogród przetrwa i będzie żył, kiedy nas nie będzie. Możliwe, ze tak... Uczę dzieci mojego ogrodu, są w nim razem ze mną, a że są na wylocie, to pewnie przez pewien czas nie będzie ich w nim, ale będą z nim zżyci.
Solidnie napisane. Pozdrawiam i liczę na więcej ciekawych artykułów.
OdpowiedzUsuń