niedziela, 12 lipca 2015

Moja wielka irysowa wyprawa - irysowe zagony Pana Zdenka Krupki

  Materiału o  irysach  historycznych miałam jeszcze na 2 posty i w związku z tym dużo opisywania i dużo czasu mi to zabrało, więc pokazałam  najpierw  materiał fotograficzny z wizyty na zagonach u Pana Zdenka Krupki.
  Po południu z Pruhonic  małą grupą udaliśmy się na prywatne zaproszenie Pana Zdenka Krupki na jego pola irysowe- piękna zadbana kolekcja z unikalnymi odmianami. Zadziwiło mnie jak wspaniale rosną irysy na polu gliniasto -kamienistym w pełnym słońcu.
Kolekcja  składa się z odmian starszych, nowszych i najnowszych, jedyną jej  wadą było to , że właściciel nie ujawniał nazw odmian, trzeba było chodzić po polu ze spisem,co było bardzo uciążliwe, praktycznie nie wykonalne, tak że zdjęcia będą nie podpisane.Ale mimo to wybrałam wiele odmian do ewentualnego zakupu poprzez podsłuchanie , korzystanie ze spisu i wspólne domyślanie się jak nazywa się dana odmiana....
Było to  bardzo miłe i energetyczne przeżycie. Z rozmów uczestników pokazu widać było jak inaczej podchodzą do piękna tego kwiatu hodowcy a jak inaczej  zwykli miłośnicy- kolekcjonerzy. Ci pierwsi patrzyli na formę ,na najnowsze trendy , na sztywność kopuły , rozłożenie dolnych płatków, na falowanie dolnych płatków, na ząbkowanie brzegów kopuły, na kolorystykę. Hodowcy patrzyli na to co już osiągnięto ,oceniając co można jeszcze osiągnąć, zaś my miłośnicy ,bo do takich się zaliczam ,tylko na piękno danego kwiatu , co dla każdego jest subiektywnym odczuciem.
Dla mnie ważne są kolory, zwłaszcza niezwykłe połączenia i takie przydymione brudaski ,ale cudne są też te  ząbkowania kopuły. I falowane brzegi. No i kwestia kształtu kwiatu- te stare odmiany są smukłe -to jest piękne , choć przy nowych barokowych kształtach mogą się wydać bardzo skromne, ale dopiero przy tych starych odmianach widać jak wielki dokonał się hodowlany postęp.
Po emocjach irysowych nastąpił czas zwiedzania Pragi pod przewodnictwem gospodarza Pana Zdenka Krupki, to dopiero była jazda...Niespożyta energia Pana Zdenka , a nasza chyba  mała kondycja, po 2-3 godzinach padliśmy po prostu jak kawka...Ale było to naprawdę prawdziwe zwiedzanie Pragi z punktu widzenia rodowitego  Prażanina.
Poniżej plon moich fotograficznych irysowych  łowów:



























































































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

A według mnie...