W ogrodzie przewijają się na okrągło, raz radości ,raz smutki, a czasami tez momenty rezygnacji. Radości pobudzają i dają niezłego kopa do działania dalej. Radości motywują i są zapłatą za ten cały trud ciężkiej pracy, dziś miałam i radość i smutek...
Zacznę od radości , dzisiaj pierwszy raz odkąd tu jesteśmy czyli od 18 lat, w naszym ogrodzie pojawiła się wiewiórka, spłoszyłam ją , była na ganku, możliwe że zmierzała do naszego karmnika ,bo co roku o tej porze ptaki przyzwyczajałam już do żarełka. Ale w tym roku jeszcze pusto w karmniku, za wcześnie na dokarmianie, bo wciąż za ciepło .
Ptaki wciąż żerują w ogrodzie , choć co i rusz sikorki przypominają o sobie, taka pora roku, latem w ogóle ich nie widać blisko domu....Tak bardzo marzylismy o wiewiórce tak jak wcześniej o jeżach i zaskrońcach. Ja dziecko miasta , tylko z mglistymi wspomnieniami własnego domku na peryferiach Warszawy. Do 7 roku życia mieszkałąm na Wawrzyszewie , który wtedy był tylko sypialnią dla mieszkańców pracujących w Wwie i przede wszystkim w Hucie Warszawa. Była to kraina łąk, sadów i ogrodów. Tylko jedna Pani miała krowy, do której z Babcią chodziłyśmy po mleko.
A ja zawsze chciałam na wieś , do przyrody, do natury i właśnie dopiero tu z bliska zobaczyłam jeża, własnego jeża...
Smutek też dzisiaj był, nie za duży , chodzi o Malus toringo Carmen, jabłoń japońską Carmen, rzadko spotykana ozdobna odmiana jabłoni. Uschła latem,- pomyślałam- na takie upały tylko taka strata, to nie za dużo ale dziś szukałam miejsca na wiśnię ozdobną odmiany Spire i pomyślałam posadzę ją w miejsce jabłoni Carmen , ja pieniek w rękę a całość wychodzi jak po maśle, a ona jak ucięta...I to właśnie smutek, prawdopodobnie to robota karczownika, długo nie dawał znać o sobie, już prawie zapomniałam o nim, co prawda to tylko 3 albo 4 strata wynikająca z jego działalności ale szkoda, że trafiło właśnie na tą jabłoń...Dorusi już nie ma , a to ona przecież pilnowała porządku w tym zakresie....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
A według mnie...