niedziela, 20 marca 2016

W moim ogrodzie

Robiąc spis przeglądam swoje papiery szukając danych do niego i zobaczyłam ile odmian    przewinęło się się przez mój ogród, niektóre pobyły trochę i znikły bez chęci odkupywania z mojej strony, inne które  znikły z różnych przyczyn a to psy wykopały, a to były za słabe jako sadzonki, inne znów nie wiadomo dlaczego nie chciały u mnie rosnąć i takim wyraźnym przykładem może być Maigold,  ze 3 razy ją kupowałam , 3 razy i za każdym razem klapa, nie udawało się , 4 raz i ostatni , żyje, kwitnie ale nie jest jakaś taka powalająca u mnie, choć to naprawdę cudna i historyczna odm, historyczna ,bo jest świadectwem poszukiwań rodziny Kordesów na polu mieszańców spinossisima. Drugą taką sztandarową odmianą jest Canary Bird, dokładnie 3 razy ją kupowałam i za każdym razem klapa, najdłużej żył ten egzemplarz, który rósł daleko w polu , w trawie zarośnięty ,ale nawet zakwitł paroma pędami i tak bardzo cieszył me oczy i on padł  ,ale wciąż jest na liście do odkupienia, czeka na niego miejsce na rabacie z odmianami mającymi w sobie geny R.hugonis .
Mogłabym tak jeszcze parę odmian wpisać- no niech będzie Everblooming Moss, każda z nich to jakaś historia- tą odmianę kupowałam 2 razy w tej samej szkółce, bo tylko oni mają- u Schuetta w Niemczech, choć ostatnio widziałam ją też  u Karin Schade , jeszcze nie wiem czy będę odkupywać, możliwe, bo to z kolei współczesna mchówka hodowli Rolfa Sieversa już  samo to nazwisko hodowcy ekscytuje, hodowcy który niechętnie  wypuszcza  swoje odmiany na rynek, tylko  jak Ebenezer Scroog skrycie trzyma je dla siebie .Każda jego odmiana którą uda się upolować na rynku jest swego rodzaju klejnotem...
A ta moja drugi raz kupowana była posadzona do gruntu jesienią, jak ją oglądałam pod koniec lutego, była jakaś niewyraźna, nie dość , że mała  to jeszcze jakaś taka  z szarymi, burawymi pędzikami jakby martwymi...
Canary Bird ale rubiginoasa-hybr , historyczna bo z roku 1911, kupowana 2 razy ze szkółki wyżej wspomnianej  ale ten drugi egzemplarz rośnie na szczęście, kwiatami mnie nie rozpieszcza ale jest,to już dobrze...
Kolejny zdobyczny i.N.Kicunov albka hodowli I.Miczurina z 1898 roku, 2 razy kupowałam od Petrovica, pierwszy egzemplarz był bardzo cherlawy , do tego w kiepskim miejscu go posadziłam bo uparłam się , że musi być w tym właśnie  miejscu z innymi albkami, na szczęście drugi  który sprowadziłam rok później już żyje i rośnie , posadzony w bardzo dobrym miejscu , jak na moje warunki. Mam nadzieje w tym roku na pierwsze porządne kwiaty.
Wspomnę  jeszcze o Cafe floribudzie z 1956 roku która wyszła spod ręki oczywiście Reimera Kordesa - taka mała dygresja dlaczego, oczywiście, no bo właśnie Reimer Kordes jest autorem ciekawych , niebanalnych krzyżówek,które do dziś sławią nazwisko Kordes jako całokształt- bo to też jedna z rekordzistek w ilości zamawiania, ze 3 może 4 razy zamawiałam z rożnych miejsc, widząc, że taka chimeryczna posadziłam ją w 3 sztuki, aby efekt był lepszy,
Żyje, kwitnie i naprawdę cieszy mnie tym swoim niezwykłym kolorem. Na pewno z niej łatwo nie zrezygnuję, właśnie dla tego pięknego , może nie to określenie byłoby właściwym- może raczej niezwykłego i rzadkiego koloru.
Poniżej przedstawiam zdjęcia Cafe z mojego ogrodu w różnych odsłonach kolorystycznych





Tutaj zdjęcia Cafe z Sangerhausen z 1910 roku, kiedy to nastąpiło nasze pierwsze spotkanie i  jednocześnie miłość od pierwszego spojrzenia, do tamtego momentu znałam ją tylko z opisów i zapewniam , że żaden  z nich nie kłamał.  Nazwa oddaje istotę koloru...

Pąk na tym zdjęciu nie zapowiada wogóle tego niezwykłej barwy...

Te dwa ostatnie zdjęcia z mojego ogrodu pokazują kolor dla którego zakochałam się w tej odmianie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

A według mnie...