sobota, 30 lipca 2016

Cięcie

W tym czasie normalnie tnę róże historyczne, ale na odległość  nie da się tego zrobić, zastąpił mnie w tym mój M. Tnie jakby nigdy nic innego nie robił, tnie ze śpiewem na ustach, to oczywiście żart, bo mój M tak naprawdę nienawidzi tej roboty, ale tym bardziej cenna  jest jego pomoc.
U nas resztki z ogrodu liczy się na żuki (to taki samochód naszej rodzimej produkcji, coraz rzadszy na drodze), ile żuków wywiozło się tego sezonu, no już z 10 od wiosny...
A tak wygląda efekt pracy mojego M- gałęzie z  pociętych róż leżące  pod tujami  w szeregach u nas na drodze, czekające na wywózkę.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

A według mnie...