W ogrodach, naszym odwiecznym wrogiem są ślimaki bez skorupkowe-pomrowy i nowi przybysze z Europy zachodniej śliniki luzytańskie, zżerają wszystko zielone na co zdołają się wspiąć a napewno wszystko do czego dosięgną w poziomie.
Próbowałam już 2 ekologicznych sposobów- wziąć ślimaki na piwo i sposób drugi to codzienny zbiór rano i wieczorem. Tak było w zeszłym roku, mimo moich codziennych działań było ich mnóstwo, ale muszę obiektywnie przyznać, że i strat było niewiele czyli napewno moje działania były skuteczne a że było ich multum , więc musiałam ciągle to czynić. Zaś w tym roku ślimaków jak na lekarstwo, oczywiście to bardzo dobrze, cieszę się ale nasuwają mi się 2 refleksje- czy to wynik mojego zeszłorocznego radykalnego działania ? Chciałabym mieć taką nadzieję... Ale jednocześnie ta nadzieja podszyta jest niepokojem, gdyż w tym roku nie widziałam u siebie żab i jaszczurek a u mnie latem zawsze pełno tego drobiazgu bo i ogród jest im przyjazny a w tym roku też jak na lekarstwo żab i jaszczurek. Zastanawiam się czy te dwa zdarzenia nie mają jakiegoś związku ze sobą...Czy ślimaki, żaby i jaszczurki w jakiś sposób są powiązane z sobą w ogrodzie... A może swoim działaniem przerwałam w którymś momencie łańcuch pokarmowy związany z tymi zwierzętami ? A może taki masowy wysyp płazów, stawonogów i gadów występuje co parę lat, jak u i innych zwierząt u których zjawisko to związane jest z łańcuchem pokarmowym. Chodzi o to że niektóre zwierzęta jak mają więcej dostępnego pokarmu pozwalają sobie na więcej lęgów, na więcej ciąży a co za tym idzie za więcej potomstwa które łatwiej wykarmić uzyskując w rezultacie zdrowsze i silniejsze populacje a jeśli brakuje pokarmu to poprzestają na wersji mini a czasami niektóre powstrzymują się w ogóle od wydawania potomstwa na świat. Bardzom ciekawa co przyniesie nowy sezon w tej kwestii..
Przeglądając rożne blogi ogrodnicze jak i hodowców ozdobnego drobiu, różne fora ogrodnicze, doczytałam się o nowej recepturze smacznej dla ślimaków, przywabiającej ich, chodzi mianowicie o mieszankę cukru, drożdży i ciepłej wody. Ponoć działa rewelacyjnie, znaczy rewelacyjnie przywabia żarłoków na nocną ucztę , która w efekcie końcowym jest ich ostatnią wieczerzą, no bo po to się je zwabia, aby ich odurzonych, nażartych w ostateczności zabić. Na pocieszenie dodam, że lepszy taki sposób niż posypywać solą czy podkarmiać niebieskimi granulkami, które są w powszechnym użyciu, efekt jest taki sam, likwidacja ale ważne, że nie w takich męczarniach. A ci co stosują tą chemię nie zdają sobie sprawy ile niszczą przy tym pożytecznego dla nas ludzi i naszego ogrodu- stworzenia. Warto przemyśleć...
Ostatnie słowo na ten temat, dbajmy o małe zupełnie niewidoczne na codzień zwierzęta jakim są jeże pogromcy ślimaków i wszelakiej maści owadów, uważanych przez człowieka za szkodniki. Wystarczy im kącik z liśćmi na zimę, sterta gałęzi, brak oprysków i brak niebieskich kulek. W ogrodzie mam też jakieś zwierzątko, które bardzo intensywnie walczy ze ślimakami skorupkowymi, A skąd wiem, skoro nie wiem co to za zwierzątko? Sprzątając doniczki ciasno poustawiane obok siebie, znalazłam w szparkach między nimi dziesiątki kolorowych rozbitych muszelek ślimaka wstężyka gajowego, możliwe że to ślady żerowania gronostaja albo myszy polnej a może nornicy? A może też kos, jako wytrawny owadożerca tak wyspecjalizował się w zdobywaniu pożywnego białka ? Bo mam też napewno gronostaja w ogrodzie, a miałam z nim niezwykłą przygodę, ale to będzie opowieść na następny post...
Dziękuję za podpowiedź dotyczącą walki ze ślimakami bez chemii - nigdy nie stosowałam niebieskich granulek i przyznam, że z pewną trwogą obserwuję, jak wiele osób je u siebie całymi garściami sypie...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
H.
Dobrze napisane, -całymi garściami sypie-, bez zastanowienia się, jak to zadziała szerzej, to bardzo duży problem, myślę, czasami, że w Polsce jest zbyt łatwy dostęp do chemii ogrodniczej.
Usuńpozdrawiam