Znajdowałam już nieraz, zawsze jesienią takie zbiorowe zimowiska, zawsze pod warstwą liści, raz nawet zrobiłam zdjęcie, które tutaj załączę
Schadlinge (Tipula sp) in meinem Garten |
Ale wracając do zdarzenia aktualnego, zostawiłam te komarnice na gołej zamarzniętej ziemi, bo zastanawiałam się co zrobić, aby dla ogrodu było jak najlepiej, mogłam je rozdeptać, ale wiedziałam, że tak jak w przypadku rolnic nie jest to takie łatwe, zasypać nie, bo tylko ułatwię im przezimowanie a one odwdzięczą mi się niszcząc rośliny. Wymyśliłam, że zostawię je takie odsłonięte, najwyżej zmarzną albo zostaną zjedzone przez ptaki. I zgadnijcie jaki był finał całej sprawy? Skoro ich nie znalazłam dzisiaj, faktycznie musiały ptaki je zjeść, bo gdyby zamarzły toby leżały tam gdzie je zostawiłam, niemożliwością było, aby wkręciły się w wierzchnią warstwę ziemi, która była zamarznięta. Larw komarnic nie było, zaś wokół były ślady bażantów, którym trafiła się taka niespodziewana uczta.
Morał taki z tej historii, ze musimy niszczyć owady które są dla nas szkodnikami, ale w sposób nie inwazyjny dla całego ogrodu, takim mocnym uderzeniem niszczymy całe łańcuchy pokarmowe, z czego nie zdajemy sobie sprawy, niszcząc wszystko co dobre i niedobre burzymy równowagę w środowisku a najbliżej nas w naszym ogrodzie.
Dzisiaj wydaje się, że jest cieplej mimo, że mróz większy, ale nie ma wiatru i to sprawia, że mamy wrażenie że jest cieplej, miło było pospacerować. Zobaczyłam całe stado kwiczołów, które miało chrapkę na moje ozdobne rajskie jabłuszka, mi się to podobało i nie mam nic przeciw, ale nie wiem co na to stali rezydenci ogrodu-kosy i bażanty, które to w pogoni za żarełkiem zapędzają się na te moje ozdobne jabłonie czy wysokie krzewy róż, śmiesznie to wygląda jak takie duże ptaki jak bażanty, chodzą po niewielkich drzewkach, no bo co to jest te 3 m?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
A według mnie...