Lupe's Button amerykańskiego hodowcy z Kaliforni Merril Hulse ,odmiana pizmowa pochodzi z z 2004 roku, z tego co zdołałam się zorientować Merril Hulse ma na swoim koncie 5 zarejestrowanych odmian z różnych grup - 2 odm piżmowe, 1 odmianę galijską , 1 multiflorę i 1 pnącze nie zaklasyfikowane do żadnej grupy, jeśli chodzi o pochodzenie.
Lupe's Button jest taka delikatnie porcelanowa, mam ją od jesieni 2013, czyli już 3 zimy ma za sobą, po pierwszej i drugiej zimie było bardzo dobrze, po tej jeszcze nie wiem , bo jeszcze nie rozgarniałam kopców.
W sezonie 2015 sprawowała się niezłe , powtarzała kwitnienie urzekając mnie każdorazowym rzutem kwiatów.
Zdrowotność?- bez zastrzeżeń. Jako , że jeszcze nie wiem jak przezimowała, nie wiem jak będę ją cięła, ale to zawsze jest dla mnie dużym problemem, natury emocjonalnej powiedziałabym , bo wiem doskonale, które mogę ciąć mocno a które tylko troszkę ,ale zawsze chcę przechytrzyć naturę, mając nadzieję, że tym razem się uda ,jak zostawię dłuższe pędy, no bo będę miała szybciej kwiaty, no i dłuższe pędy, bo ja bardzo lubię duże róże ale potem w sezonie, zawsze sobie przysięgam, nigdy więcej nie zostawiaj tylko tnij, bo i tak później musisz wyciąć bo te dłuższe pędy są zawsze słabsze albo udają nie przemarznięte, niby ruszają a potem klapa , no i wtedy oczywiście tnę ale już jest późno , już straciłam trochę czasu...
Zeelandia - amerykańska odmiana być może bardziej znana pod drugą nazwą Miracle on the Hudson pochodząca z 2006 roku, jej hodowcą jest Amerykanin Robert Neil Rippetoe który na swoim koncie ma dużo zarejestrowanych nieznanych nam w Europie odmian a który ma też mnóstwo różnych krzyżówek jeszcze nie zarejestrowanych z roboczymi nazwami.
Pochodzenie Zeelandii jest bardzo dobre, bo powstała z nieznanej mi Lyn Griffith i za to ze znanego mi osobiście świetnego Home Run , który bardzo dobrze rozkrzewia się, pięknie i obficie kwitnie cały sezon czerwonymi kwiatami o pojedyńczym okółku w dużych wiechach.
Zamawiając Zeelandię nic o niej nie wiedziałam, kierowałam się tylko nazwiskiem nieznanego mi hodowcy, które fajnie brzmi ,no i tym , że z Ameryki, nie to żebym była miłośniczką tego co amerykańskie, wręcz przeciwnie ,ale odmian amerykańskich na naszym rynku brak i uważam je za rarytaski.
Mam ją od jesieni 2013 roku ,- 3 zimy zimy ma już za sobą, po których nieźle dawałą sobie radę , zwłaszcza w całym sezonie 2015, będąc już dobrze zakotwiczona w gruncie.
Zdrowotność również bez zarzutu, być może również po odmianie ojcowskiej, która u mnie jest bardzo zdrowa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
A według mnie...