Tak jak w tytule- Thusnelda miłe zaskoczenie ale i nadzieja, nadzieja na dobre zimowanie odmiany Gloire de Dijon, bo skoro Tussi -tak pieszczotliwie na nią mówię - świetnie zimuje, z pędami na dużej wysokości ,bo ponad 2 metry mająca w swych genach po matce krew tea noisette.... duża nadzieja... Muszę spróbować tej jesieni....
Ten post będzie o dwóch odmianach-Thusneldzie -w skrócie nazywanej Tussi i Gloire de Dijon., gdyż są nierozerwalnie połączone ze sobą genami ale i w mej pamięci funkcjonują razem...
Thusneldę kupowałam jak sie okazało- a okazało się przy robieniu spisu- już prawie 5 lat temu, i od samego początku pięknie zimowała, mając lepsze i gorsze zimy za sobą, co było zaskakujące...Kupując ją a przede wszystkim znajdując ją w ofercie szkółki Bierkreek z Holandii, to była wielka radość i spełnione wielkie marzenie, gdyż ta odmiana jest związana z drugą ważną dla mnie odmianą a mianowicie Conrad.F.Meyer odmianą tego samego hodowcy, parę lat późniejszą od Tussi ,ale co je łączy oprócz osoby hodowcy i grupy? -łączy je jedna matka Gloire de Dijon !!! Dlatego są tak ważne dla mnie
Po utracie Gloire de Dijon, bałam się sadzić te dwie rugosy z jej genami ,ale z drugiej strony bardzo chciałam je mieć i bardzo mnie ekscytowały , więc teraz wyobraźcie sobie moją radość pomieszaną z obawami gdy ją zobaczyłam w ofercie ... Ale ostatecznie zwyciężyła radość i chęć posiadania, zwłaszcza jeśli chodzi o Tussi która bardzo rzadko figuruje w ofertach. Upolowałam i ją i jego i mam je obie i rosną bardzo dobrze, a zwłaszcza Thusnelda cieszy mnie co roku swymi cudnymi , uważana za najpiękniejszą rugosę- chociaż zupełnie nie rugosowatymi kwiatami i zapachem odziedziczonym po cudnej mamusi .
A teraz słów kilka o drugiej bohaterce, sprawczyni tego postu Gloire de Dijon
Miałam ją kiedyś dawno temu tylko jeden sezon, zakwitła- zaczarowała swymi cudownymi kwiatami z obłędnym zapachem i po pierwszej zimie 2009/2010 nie odrodziła się . Od tego momentu wystrzegam się wszelakich noisettes a o tea nawet nie myślę..... Oczywiście, to nieprawda !!! ciągle myślę np o Madame Berard no a teraz ponownie o Gloire de Dijon... Nawet w tej chwili wpadłam na pomysł gdzie by mogła rosnąc - u mnie na północnej ścianie domu razem z Guinee, oczywiście pod okryciem. Tam jest zacisznie i od północy a więc nie byłaby narażona na mocne promieniowanie słoneczne za dnia zimą, wtedy też i mróz i przymrozki znosiłaby lepiej...
W tym miejscu razem z Duinee miała rosnąć Meg, ale na razie jeszcze jej nie mam ale może i 3 te piękne zmarzluchy by się tam pomieściły...
no i spoko
OdpowiedzUsuń