Wszystkie chochoły zrobione, gałęzi iglastych starczyło, wczoraj w dzień było już bardzo zimno, pracowałam 2 godziny, dłużej nie dałabym rady, bo ręce zamarzały, ale zrobiłam wszystkie chochoły i opatuliłam kopcami wszystkie współczesne róże które znajdują się w tej najbardziej oddalonej części ogrodu, tam gdzie jest najzimniej. Jeszcze w nocy o 23 godzinie jak spacerowaliśmy z psami, przypomniałam sobie o Furstin von Pless i Marie Henriette Grafin Chotek i jeszcze wtedy załadowałam zmrożonymi liśćmi parę wiader (ku zdziwieniu mojego męża) i zrobiłam im kopce, gdyż to bardzo cenne okazy w mojej kolekcji. Dziś rano podczas porannego spaceru z psami do ramblera Marie Henriette Grafin Chotek dołożyłam parę gałęzi iglastych, którymi przyrzuciłam przygięte do poziomu paro metrowe pędy, dzięki temu zabiegowi w czerwcu będę cieszyła się pierwszymi kwiatami. Jest to dla mnie odmiana szczególna z różnych względów- po pierwsze rambler, które miłuję okrutnie, kwitnący tylko raz, więc szczególnie trzeba chuchać i dmuchać, bo jak przemarznie, to w czerwcu, trzeba będzie zapomnieć o kwiatach, kolejny powód starania to, że to odmiana P.Lamberta z roku 1911.Odmiana z którą mam swoją osobistą historię, około 7 lat temu miałam okazję w Niemczech u Goneweina kupić tą odmianę w doniczce, nie kupiłam, bo pożałowałam 32 euro a późnej za mną "chodziła", później bardzo żałowałam, że nie wysupłałam wtedy tych pieniędzy a u nas w Polsce jest właściwie niedostępna. Ale już mam nie nie zamierzam jej stracić...
Zostały jeszcze tylko kopce dla piżmówek i współczesnych na jednej rabacie, ale z tym poczekam niech trochę mróz zelżeje....
A może jakiś post o peoniach, bo prócz jednego o 'Picotee' nic nie znalazłam :)
OdpowiedzUsuńUla najnowszą była Picotee i nie mam już żadnej nowej o której bym nie wspominała i nie pokazywała, w tym roku też nic nie zamówiłam a nie chcę pokazywać wciąż tego samego i stąd niewiele u mnie o piwoniach
Usuń